niedziela, 19 października 2014

Rozdział 34: A kogo się spodziewałeś, świętego Mikołaja i jego elfa?

   #Rebecka

   -Jutro zobaczysz jak twój kochaś ginie. Przyciągniemy go siłą- powiedział i wyszedł.
   -Sukinsyn- mruknęłam.
   Tay był u mnie przed chwilą i powiedział, że mój chłopak mnie nie kocha, gdyż nie stawił się w fabryce. On się jeszcze nie skapnął, że ja i Rebel coś knujemy? Idiota.
   Kiedy upewniłam się, że jest już daleko, po coraz cichszych krokach sięgnęłam pod materac i wyciągnęłam stamtąd komórkę. Wysłałam do Zayn'a esemesa, w którym był adres miejsca gdzie się znajduję.
   Zgodnie z planem przebrałam się w kostium i wyposażyłam w broń, którą przyniosła mi Bel. Muszę przyznać, że jest on całkiem wygodny. Teraz wystarczy czekać aż przyjdzie do mnie blondynka i zaczynamy działać.
   Jak na zawołanie drzwi się otworzyły, a w nich stanęła jasnowłosa.
   -Gotowa?- zapytała.
   -Gotowa- odpowiedziałam twardo. W tym czasie dostałam esemesa.
   -Reszta też jest gotowa- stwierdziłam czytając wiadomość.
     Dziewczyna zaczęła zdejmować niebieską koszulę i białe rurki, pod którymi miała kostium podobny do mojego. Związała włosy i tak jak ja ukryła je pod nakryciem dołączonego do ubrania. Podeszła do drzwi, otwarła je i krzyknęła: 'Pomóżcie mi!'. Dla efektu zatkałam jej usta pod koniec zdania i wciągnęłam z powrotem do pomieszczenia trzaskając drzwiami. Ostatni raz spojrzałyśmy na siebie i porozrzucałyśmy czarne oraz białe kulki. W kilku sekundach pokój został wypełniony szarym dymem. Po chwili wpadło do niego kilku osobników.
   -Co tu się dzie...- zaczął jeden z nich, ale nie mógł dokończyć, ponieważ Rebel wbiła mu nóż w sam środek klatki piersiowej. Ja zajęłam się drugim; podcięłam mu gardło, a kolejnemu rozwaliłam głowę rzucając w niego nożem. Bel szybko rozprawiła się z następnymi dwoma wbijając im kilka razy noże w brzuch.
   Kiedy dym opadł widok był okropny.
   Pod naszymi nogami leżały martwe ciała zmasakrowane na różne sposoby. Krew, trupy i
wnętrzności niektórych. Wszystko sprawiało atmosferę jak w jakiejś mrocznej sekcie o północy w
czasie pełni.
   Spojrzałam na Rebel. Zdecydowana, kiwnęła głową w kierunku wyjścia. Ruszyłam pierwsza. Naszym pierwszym celem było dojście do gabinetu tego idioty, Tay'a. Blondynka wspominała coś o swojej półtorarocznej córce, że musi ją zabrać ze sobą. Zgodziłam się, bo co miałam zrobić?
   Bądźmy szczerzy co do okazałej sytuacji; po półgodzinnej walce w piwnicy nabyłyśmy kilka zadrapań i siniaków. Gorzej było z naszymi przeciwnikami, którzy zadźgani, poduszeni, innymi słowy mówiąc- zmasakrowani leżeli na podłodze w kałużach krwi. Wydostałyśmy się z podziemi, ale nasza radość nie trwała długo. Byłyśmy otoczone.

#Danger


  Od pół godziny stoimy na zewnątrz tego... pałacu? Tak, pałacu, bo tak tylko można określić dom, który widzę teraz przed sobą. Jest on zbudowany i wyposażony w najnowocześniejsze sprzęty, ale nie to teraz jest najważniejsze. Nie padły jeszcze żadne strzały, które dałyby nam znać żeby wkroczyć do akcji.
    Minęło kilka minut aż stało się. Dwa strzały. Jak na komendę nasza drużynę zerwała się do akcji. Black Eyes też z nami jest. Kiedy wspomniałem im, że Black jest w tarapatach bez chwili zawahania zgodzili się. Najbardziej waleczna była Young, a tuż za nią Yeti.
   Ja, Louis i jakaś blondynka, chyba White atakujemy od frontu. Po wyważeniu drzwi 'moim oczom ukazała się trójka, może czwórka martwych ludzi leżących przy schodach prowadzących do, jak mniemam, piwnicy. Nad nimi stała...
   -Zayn!- krzyknęła i rzuciła się w moim kierunku. Przytuliłem ją mocno do siebie i namiętnie pocałowałem.- Tęskniłam- wysapała kiedy się oderwaliśmy.
   -Ja też, kocham cię- szepnąłem i trąciłem jej nos swoim.
   -Przypominam wam, że jesteśmy podczas meega poważnej akcji i nie czas na migdalenie się- usłyszeliśmy ironiczne wypowiedzenie White.
   W mgnieniu oka czarnowłosa, która przed chwilą się do mnie tuliła była teraz w ramionach blondynki.
   -Też się cieszę, że cię widzę. Pogadamy sobie później- westchnęła Nowli.
   -Już jestem- usłyszeliśmy zasapany głos. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy dziewczynę ubraną podobnie do mojej ukochanej, ale było coś co je różniło. Black nie miała na rękach płaczącego dziecka.

#Black

   Płacz małej Melanie był donośny. Musi się strasznie bać tych strzałów i rozpryskanej krwi. Biedactwo.
   Widziałam zdezorientowane twarze przyjaciół.
   -Ona, one są z nami- wystarczyło to powiedzieć, a ich grymasy się rozluźniły.
   -White zabierzesz dziecko w bezpieczne miejsce i zostaniesz tam z nim- był to raczej rozkaz, jak pytanie, ale dziewczyna nie przeciwstawiła się. Odebrała od Rebel dziewczynkę i wybiegła z budynku.
   -Ja i Rebel- wskazałam na jasnowłosą.- Zajmiemy się szefem. Zayn pójdziesz nas osłaniać, a reszta niech zabija wszystkich, których spotka. Oczywiście jeśli nie są z nami- wyjaśniłam i nie czekając na ich reakcję ruszyłam w kierunku biura Tay'a.
   Bez żadnych zahamowań wparowałyśmy do jego gabinetu. Siedział przy biurku i palił papierosa, który wypadł mu z ręki kiedy nas zobaczył.
   -Black?! Rebel?!- krzyknął zdziwiony.
   -A kogo się spodziewałeś, świętego Mikołaja i jego elfa? - mruknęłam celując w niego bronią.
   -Pożegnaj się z życiem skurwielu- dodała blondynka. Ten tylko uśmiechnął się chytrze i zaklaskał. Nagle ktoś odblokował broń i wycelował w Rebel. Jakiś typek z jego gangu.
   -Jeśli zastrzelisz mnie, on zabije twoją przyjaciółeczkę- zaśmiał się.
   -Nie tak prędko- niski głos i jego właściciel weszli do pomieszczenia. Oczy mi się zaświeciły. Zayn.
   -Przezorny zawsze ubezpieczony- skwitował blondyn i wymierzył swoją bronią w mojego chłopaka.- Jeśli nie odłożysz broni zginie i twój chłoptaś, i twoja przyjaciółka.
   Spojrzałam na Zayna, a później na Rebel. Uśmiechnęłam się widząc, że dziewczyna powoli wyciąga swoją broń. Szybko odwróciła się w stronę swojego napastnika, który wykazał się refleksem i strzelił. Dziewczyna złapała się za ramię i krzyknęła. Zayn odruchowo strzelił w gangstera, a ja w Tay'a.
 Krzyk.
Męski.
Krzyk.
Znowu męski.
Krzyk.
Tym razem kobiecy.
   Podbiegłam do krwawiącej Rebel.
   -Wszystko będzie dobrze. Zabierzemy cię do domu, opatrzymy- sapałam wstrząśnięta.- Zayn?- zaczęłam się rozglądać. Gdzie on jest?!- Zayn?!
   -Już, przepraszam- podbiegł do mnie.

  -Chodź, zabierzemy ją do domu- powiedziałam. Chłopak wziął ją na ręce i wyszedł z pokoju.  
   Wychodząc spojrzałam się za siebie. Tay i jego pomocnik leżeli martwi. Chciałam już zamknąć drzwi, ale usłyszałam majaczenie. To nie był pomocnik, to szef. Podeszłam do niego i kucnęłam przy nim. Spojrzał na mnie półżywym wzrokiem.
   -T.t.t.o je.eszcz.cze n.nie k.k.on.n.iec.c.- wydukał.
   -Dla mnie nie, ale twój już tak. Podzielisz los twojego brata- powiedziałam i wbiłam mu nuż prosto w serce.

______________________________________________________________

Już 34! :o
Mam nadzieję, że się podoba. Niedługo możecie oczekiwać 35 rozdziału, w którym też będzie się działo :)
Jak myślicie co się stanie z Rebel i Melanie?
Czy przyjaciele wrócą spokojnie do swojego poprzedniego życia?
Czytajcie i nie zostawiajcie mnie xD
Black T.

1 komentarz: