wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 4

 Muzyka 
  
   -No powiem ci, że nieźle wyglądasz w mojej koszulce- powiedział Furious.
   -Mi też się podoba- powiedziałam.- Zatrzymam ją sobie na pamiątkę- puściłam mu oczko.
   -Wsiadasz?- zapytał Night. Oczywiście nie odwiezie mnie jeden tylko cała ich zgraja siedzi już w samochodzie i czeka na mnie. Prowadzi najmniej skacowany Louis.
   -Ejjj, a możecie mi powiedzieć gadzie ja mam usiąść?- zapytałam z ironią. Wszystkie miejsca przez wielmożnych panów były zajęte. Idioci.
   -Na kolanka- powiedział zadowolony Punk i poklepał dłońmi swoje uda. Parsknęłam.
   -No chyba, że chcesz żeby któryś z nas usiadł na tobie- zakwitował Evil.
   -Nie dzięki- uległam i weszłam na tyły samochodu. Kasy mają jak lodu, więc nie zaszkodziłoby im gdyby kupili jakieś rodzinne, wygodniejsze auto. Ale nie! Musimy gnieździć się w siódemkę w Peugeot RCZ. Debile.
   -Było kupić autobus- warknęłam.
   -Ała!- usłyszałam jęk.
   -Na kim usiadłam?- zapytałam próbując przekręcić głowę.
   -Niestety na mnie- jęknął Evil.
   -Masz za swoje- powiedziałam i lekko podskoczyłam powodując ból Harry'ego.
   -Za co?- zapytał.
   -Nie wiem, ale za coś na pewno- powiedziałam i oparłam się na nim. Wszyscy się zaśmiali oprócz poszkodowanego.- Poza tym nie jestem taka ciężka.
   -No, na pewno- powiedział rozbawiony Smoke. Spojrzałam na niego spod byka. Chłopak od razu zrozumiał swój błąd. Po chwili siedziałam na jego kolanach cały czas podskakując. Przynajmniej próbowałam skakać, bo i tak dotykałam czubkiem głowy sufitu.
   -Przepraszam!- krzyknął.
   -Nie drzyj się do ucha!- odpyskowałam.
   -Daj biednemu chłopakowi odpocząć- głos zabrał Malik.- W życiu się tyle nie nadźwigał.
   No nie teraz przesadził.
   -Furious zatrzymaj się- zdecydowałam.
   -Ale do twojego domu jeszcze trochę drogi jest- powiedział nie odrywając wzroku od jezdni.
   -Powiedziałam zatrzymaj się i bez dyskusji, bo wiesz do czego jestem zdolna- warknęłam. Zrezygnowany zjechał na pobocze. Wyszłam z samochodu i poczułam zimny podmuch wiatru. Na tabliczce, która znajdowała się na płocie jakiegoś ogrodu znajdował się napis 'Grey Street 4/21'. Do mojego domu jeszcze dwie przecznice.
   -Black nie wygłupiaj się- powiedział Zayn wysiadając. Ignorowałam go.
   -Nie rób sobie jaj- tym razem usłyszałam Niall'a. Stanęłam i odwróciłam się do nich.
   -Miło było poznać, impreza była zajebista. Dzięki za gościnę, a w nagrodę możecie zatrzymać sobie moje ciuchy i nawet motocykl- powiedziałam.- Arrivederci!- krzyknęłam i kulturalnie pokazałam im międzynarodowy znak pokoju. Zdziwieni stali w miejscu, a ja ruszyłam do swojego domu.
   Moje rozczochrane włosy wiły się we wszystkie strony, a skórę opatulało zimne powietrze. Na bosaka, w bieliźnie i w t-shirt'cie Fourisa przemierzałam miasto. Ponieważ bluzka supermena sięgała mi ledwo do połowy ud było mi strasznie zimno. Usłyszałam jak jakieś auto jechało wolno tuż przy mnie.
   -Nie wygłupiaj się i wsiadaj- powiedział niebieskooki przez opuszczoną szybę.
   -Nie- powiedziałam stanowczo nie patrząc na nich. Rękoma złożonymi na krzyż pocierałam swoje ramiona żeby je ogrzać.
   -Zmarzniesz, wchodź do auta- upierał się.
   -Nie wejdę, bo jeszcze wam opony w aucie popękają od nadmiaru wagi- powiedziałam i przyspieszyłam kroku. Chłopak tylko wypuścił powietrze.
   -I tak się zobaczymy- powiedział i odjechał. Chyba się powtarzam, ale muszę to powiedzieć jeszcze raz, idioci.

*** 
 
   Walę w drzwi swojego własnego domu i czekam aż mi ktoś otworzy. Usłyszałam kroki i jęki
dziewczyn.
   -Kto tam?- zapytała Sky zza drzwi.
   -Domyśl się. Święty Mikołaj!- powiedziałam z ironią.- Otwieraj te drzwi, a nie- warknęłam wściekła. Usłyszałam przekręcany zamek i nareszcie mogłam wejść do swojego kochaniutkiego domku.
   -Boże dziewczyno jak ty wyglądasz?- powiedziała Snow.
   -Dzięki, że zostawiłyście mnie tam na pastwę losu- jęknęłam.- Spałam u chłopaków- powiedziałam i poszłam do salonu.
   -Lilith zrób jej ciepłą herbatę, bo nam tu zamarznie. Trzeba ją rozgrzać- powiedziała Drug.
   -Masz tu koc- powiedziała Sky i przykryła mnie nim.
   -Usiądź sobie na kanapie, rozgrzej się i opowiadaj- powiedziała Death i zaprowadziła mnie w kierunku kanapy. Usiadłam sobie pomiędzy dość dużą ilością poduszek i opatuliłam szczelniej kocem. Niedługo przyszła z kuchni Lilith i podała mi kubek z gorącą herbatą. Opowiedziałam im wszystko ze szczegółami, nawet to co mówił mi Louis.

*Następnego Dnia*  Muzyka                         

   -I kolejne zdjęcie!- krzyknęłam cykając aparatem fotkę.
   -Teraz takie szekszy z dziubkiem- zawołała Drug. Zrobiłyśmy jeszcze kilka innych zdjęć.
   -Teraz tylko ja i Snow- powiedziała Sky i złapała niebieskooką, jak i włosą pod rękę i zrobiły głupie miny.
   -Okej powiedzcie seeer!- powiedziałam i już miałam im zrobić zdjęcie, ale przerwał mi dzwonek do drzwi.- Pojdę otworzyć, a wy kontynuujcie naszą sesję zdjęciową- aparat podałam stojącej obok Death i poszłam do drzwi wejściowych. Kiedy je otwarłam zamarłam.

_______________________________________________________________

Postanowiłam, że rozdziały będę dodawała codziennie po jednym ;) W takim razie na dzisiaj już koniec ;D Nawet gdybym chciała, to ta nawiedzona baba z polaka zadała dużo, do tego jeszcze muszę wybrać sobie strój na 18-nastkę /nie moją! Tylko kolegi/ :3
Jeśli to czytasz- skomentuj ♥

  

3 komentarze:

  1. Super rozdział :) poproszę dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Prowadzisz naprawdę świetnego bloga! Twoj styl pisania jest naprawdę ciekawy :) Dlatego obserwuję Twojego bloga i życzę dalszych sukcesów :)

    Czy mogłabym liczyć z Twojej strony na rewanż?
    http://dawidkwiatkowski-opowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń