-Robimy ognisko?- zapytałam patrząc na gwiazdy na niebie. Jest ciepły maj, ale słońce nie świeci jeszcze tak długo. Jest lekko przed dwudziestą. -Ale skąd teraz weźmiemy jedzenie?- westchnął Niall. Schowałam dłonie w rękawach od bluzy i spojrzałam na zebranych.
-Ja coś wymyślę- powiedziałam. Zadowoleni zaczęli robić zamieszanie. Ja udałam się do kuchni żeby coś tym żarłokom przygotować. Oni w tym czasie mają zająć się resztą. Przez to, że na dworze wiało, a ja niedawno wyszłam z wody jest mi zimno. Do tego chodzę na boso, co nie poprawia mojego samopoczucia. Wchodząc na palcach do kuchni pociągnęłam swoją bluzę ku dołowi, aby zasłoniła mi więcej ciała. Nasz geniusz, Evil szedł z lemoniadą w dzbanku i dziwnym trafem potknął się przed naszymi ciuchami. Cała zawartość wylądowała na naszych ciuchach.
Wracając do ogniska. Otwarłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nic. Pustki. Praktycznie same warzywa, ale wątpię żeby coś tknęli. Może uda mi się coś zrobić. Wyciągnęłam pomidory, paprykę we wszystkich trzech kolorach, cebulę, sałatę, ser, czosnek i kilka innych. Rozejrzałam się w poszukiwaniu potrzebnych naczyń. Kiedy zauważyłam kilka owoców postanowiłam, że zrobię dwie sałatki warzywną i owocową. Umyłam wszystkie warzywa i owoce. Następnie niektóre pokroiłam w kostkę, a resztę w plastry. Owoce zalałam truskawkowym jogurtem, dosypałam dwie małe łyżeczki cukru i wymieszałam. Jedna gotowa. Z drugą musiałam się trochę namęczyć. Musiałam zrobić sos żeby to jakoś wyglądało. Robi się go jak do tortilli, ale tym razem chciałam, aby była ostrzejsza. Postanowiłam, że dodam czosnku. Wzięłam jeden ząbek warzywa i zaczęłam kroić go na malutkie kawałeczki.
-Ałaaa- syknęłam z bólu i odruchowo złapałam się za palce u lewej ręki. Spojrzałam na bolące miejsce. Pół dłoni miałam we krwi. Szybko podłożyłam ją pod kran i oblałam wodą. Strasznie szczypie. Zakręciłam wodę i z dwoma palcami przyłożonymi do ust szukałam w półkach plastra oraz wody utlenionej.
-Pierwsza półka na górze od prawej strony- usłyszałam za sobą. Postąpiłam zgodnie z instrukcją i znalazłam upragnione rzeczy. Wskazujący palec i środkowy oblałam wodą utlenioną. Syknęłam z bólu i poczułam jak ktoś złapał mnie za nadgarstek. Spojrzałam na mojego towarzysza. Okazał on się Mulatem z uśmiechem na twarzy.Spuściłam wzrok kiedy pomagał mi opatrzyć cięcia. Najpierw delikatnie ręcznikiem papierowym starł resztki wody utlenionej, a następnie przykleił plastry.-Dzięki- powiedziałam i wróciłam do krojenia czosnku.
-Nie ma za co- uśmiechnął się.- Pomóc w czymś?- zapytał opierając się o blat obok mnie.
-Nie trzeba, już kończę- odparłam.- Chociaż w sumie...- zamyśliłam się.- Mógłbyś zanieść tamtą miskę?- zapytałam wskazując na wielkie, szklane naczynie, w którym znajdowała się owocowa sałatka.
-Nie ma sprawy- powiedział i wyciągnął dwie duże łyżki, które włożył do miski. Zabrał naczynie i poszedł z nim na taras.
Ja w tym czasie skończyłam kroić czosnek i dodałam go do warzyw z sosem. Wymieszałam wszystko i dodałam na wierzch zielonej pietruszki z koperkiem. Odłożyłam na bok misę i zabrałam się za sprzątanie.
-Coś jeszcze?- usłyszałam Zayn'a obok mnie. Aż podskoczyłam.
-Boże, jak ty cicho chodzisz- powiedziałam, na co się zaśmiał.- Możesz zanieść warzywną- powiedziałam wracając do sprzątania. Chłopak bez słowa zrobił to o co go prosiłam. Skąd w nim taka chęć dobrodziejstwa? Nigdy nie pojmę tego faceta.
Kiedy skończyłam po sobie sprzątać już chciałam wyjść z kuchni, ale na kogoś wpadłam.
-Przepraszam, miałem iść po talerze- powiedział Danger.
-Okej, nic się nie stało- uśmiechnęłam się.- Pomogę ci- zaproponowałam i razem weszliśmy do kuchni. Ja zabrałam się za szklanki i sztućce, a Zayn za talerze.
-Black?-zaczął kucając przy półce z talerzami.
-Hm?- 'zapytałam' wyciągając szklanki z górnej półki.
-Mam już dość tych naszych docinek, kłótni- powiedział. Spojrzałam na niego.
-Mianowice?- uniosłam jedną brew do góry, dając mu do zrozumienia, że nie rozumiem przekazu jego słów.
-Chodzi mi o to, że ciągle się tylko kłócimy- wstał i stanął przodem do mnie.
-Nie zawsze- powiedziałam i odwróciłam się, chcąc ustawić szklanki na tacy. Chłopak złapał mnie za rękę i obrócił do siebie.
-Zawsze i nie zaprzeczaj- powiedział przyglądając mi się.- Ja przepraszam- spuścił głowę.-Za co?- zapytałam zdezorientowana.
-Za Christiana- wyszeptał.
-Dziękuję- powiedziałam.- Dzięki tobie jeszcze żyję i mogę się od niego uwolnić- chłopak podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Widziałam w nich radość, niedowierzanie i szczerość.
Dzieliły nas centymetry.
Milimetry.
Koniec.
Nie dzieli nas już nic. Moje usta połączyły się z jego w pocałunku. Był to pocałunek idealny, pełen... uczuć? Czułam, że Malik uśmiecha się przez pocałunek. W końcu dotarło do mnie to co robimy. Nie chciałam tego przerywać. Podobało mi się. Usłyszeliśmy czyjeś kroki i byliśmy zmuszeni przestać. Oderwaliśmy się od siebie.
-Przepraszam, nie powinienem- powiedział zawstydzony.
-Powinieneś- uśmiechnęłam się.
__________________________________________________________________________
Witam! :D
Przepraszam, że tak długo czekaliście ;)
Mam nadzieję, że Wam się podoba :) Przyśpieszyłam trochę akcję i myślę, że jakoś mi to wyszło ^.^
Obiecuję, że w następnych rozdziałach będzie się nieźle działo ;D
Black T.
Boskiiii rozdział. ;******
OdpowiedzUsuńSuper rozdział <3 czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńświetny rozdział ;) w końcu do czegoś doszło między Black a Danger'em :D czekam na nexta z niecierpliwością :D pzdr ruda ;*
OdpowiedzUsuń