niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 36: To przez rodziców

   #Rebecka

   Z wielkim bólem przekręciłam się na prawy bok. Ten sam widok, który widzę od prawie dwóch tygodni. Przez okno wpadały stłumione przez chmury promienie słoneczne. Powoli wstałam ciągle trzymając się za brzuch. Stopami dotknęłam zimnej podłogi. Z dużym powodzeniem mogłabym poruszać sie po tym pomieszczeniu z zamkniętymi oczami. Z niemałym trudem usiadłam na wózku i pojechałam do toalety. Załatwiłam się, umyłam ręce, jak zwykle unikając swojego odbicia w lustrze. Jednak tym razem powinnam w końcu zobaczyć co w nim ujrzę. Niedługo zapomnę jak wyglądam. Dyskretnie spojrzałam w lustro, ale to co tam zobaczyłam nie może być mną.
   Po kilku minutach bezsensownego wpatrywania się w swoje odbicie opuściłam łazienkę i z powrotem usiadłam na białej pościeli. Z etażerki wzięłam zdjęcie, na którym była cała nasza paczka razem z Melanie. Tęsknię za nimi. Ostatnio widzieliśmy się niecały miesiąc temu. Chcę w końcu stąd wyjść. Chcę żeby było jak dawniej. Dlaczego nikt nie może mnie odwiedzać?
   -Dzień dobry, panno Rebecko- do pomieszczenia wszedł lekarz ze stażystką.  O ile pamiętam ma na imię Izzy.
   -Cóż tym razem?- zapytałam bez żadnego przywitania, widząc kartotekę mojego leczenia.
   -Mi też miło panią widzieć- pięćdziesięcioletni mężczyzna zmrużył oczy. Wzruszyłam ramionami z niewinną miną na jego uwagę. Zauważyłam nikły uśmiech rozbawienia na twarzy różowowłosej stażystki.
   -Więc o co chodzi?- wróciłam do poprzedniego tematu.-Kiedy stąd wyjdę?
   -Pani stan szybko się regeneruje. Nie przypuszczaliśmy, że aż tak szybko. Ja mam mało czasu, ale za to nasza stażystka wszystko pani opowie- wskazał ukradkiem na ciemnooką dziewczynę. Przekazał jej moją kartotekę i wychodząc pożegnał się cichym 'Do widzenia' oraz życzeniem szybkiego powrotu do zdrowia.
   -Cześć- przywitałam się z dziewczyną.
   -Cześć- odpowiedziała z uśmiechem.- Czemu jest pani taka surowa w stosunku do dr. Reaf'a?- zapytała.
   -Nie jestem dla niego surowa. To są takie koleżeńskie porachunki, znaliśmy się już wcześniej- wyjaśniłam zgodnie z prawdą.
   -Na prawdę?- zdziwiła się i poprawiła różowe pasmo włosów opadające na jej bladą cerę.
   -Zna mnie od dziecka. Odkąd pamiętam odwiedzał mnie w tutejszym sierocińcu- dodałam.
   -Przepraszam, nie powinnam o to pytać- zmieszała się.
   -Nie ma sprawy. Mów mi Black, albo Rebecka- podałam jej dłoń.
   -Izzy, albo Pink- uścisnęła ją.- Wracając do twojej kartoteki...- otwarła ją i usiadła na krześle naprzeciwko mnie.- Tak jak dr. Reaf powiedział twój stan bardzo szybko wraca do zdrowia. Jesteśmy w stu procentach pewni, że za dwa tygodnie będziesz mogła opuścić ten szpital o własnych siłach. Noga powinna być w pełni sprawna za co najmniej dwa dni.
   -A kiedy będzie mógł mnie ktoś odwiedzić? I dlaczego nie mogą teraz?- zapytałam.
   -Tego nie wiem, ale postaram się dowiedzieć- uśmiechnęła się do mnie.
   -Dziękuję- odwzajemniłam gest.- Jesteś na prawdę fajną dziewczyną, co skłoniło cię do zostania lekarzem?
   -Tak na prawdę to ambicja moich rodziców. Jestem ich piątym dzieckiem z kolei, ale jak dotąd żadne z reszty nie spełniło marzenia naszych opiekunów- wyjaśniła.
   -Musisz ich bardzo kochać skoro jesteś w stanie poświęcić swoje marzenia dla marzeń rodziców- stwierdziłam.- Mogę wiedzieć jak się nazywają?- zapytałam.
   -Kristian i Ashley Wchiliem- powiedziała, a ja w tym momencie nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać- Coś się stało?- zmartwiła się widząc moją bladą cerę.
   -Nic takiego tylko...- zaśmiałam się rozgoryczona.- To może wydawać ci się śmieszne, albo straszne, ale moi rodzice tak samo się nazywają.
   -Nie chcę cię urazić, ale przecież jesteś z domu dziecka- powiedziała niedowierzając moim słowom.
   -To prawda, ale miesiąc temu wrócili- przełknęłam ślinę.
   -Opowiesz mi coś więcej? Musi być z tego jakieś rozsądne wyjaśnienie. Zacznijmy od początku- zgodziłam się z nią.

'   -Jest pani w ciąży- powiedział lekarz. 
   -Ale jak to?- zapytałam zdziwiona. 
   -Chyba nie muszę tego pani tłumaczyć- uśmiechnął się.
   -Przepraszam, tylko po prostu nie mogę uwierzyć- wytłumaczyłam swoje dziwne zachowanie.- Który tydzień?- zapytałam. 
   -Szósty- odpowiedział.- Proszę się starać unikać tych bliższych konfrontacji z partnerem- powiedział.- Ciąża niestety nie zapowiada się najlepiej. Tutaj ma pani wykaz rzeczy, których trzeba jak najbardziej unikać- podał mi kartkę.- Widzimy się za dwa tygodnie na kontroli. 
   Skoro szósty tydzień, to kiedy ja i Zayn ostatnio to robiliśmy musiałam już być ciąży.
   -Dziękuję, do widzenia- pożegnałam się i wyszłam z sali. Kiedy zamknęłam drzwi i odwróciłam się zobaczyłam Zayn'a. Podeszłam do niego i przytuliłam go mocno. Zrozumiał mnie bez słów.
   -Kochanie jak się czujesz?- zapytał masując moje plecy. 
   -Przeczytaj kartkę, a ja pójdę poszukać Lisy- podałam mu kartkę i ruszyłam  w głąb korytarza. 
   -Jest przy automacie z napojami!- zawołał za mną. Uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu i ruszyłam w kierunku wyznaczonego miejsca. 
   Kiedy zauważyłam fioletowowłosą zawołałam ją i podeszłam szybszym krokiem. Przytuliłam się do niej. 
   -Tak jak myślałam- powiedziała i uścisnęła mnie.
   -Chodźmy już do domu, muszę wam trochę opowiedzieć o Rebel- złapałam ją za rękę.
   -Jak to o Rebel?- zapytała zdziwiona.
   -Tak, mojej córeczce- uśmiechnęłam się.   '

   -Dlatego najpierw musieliśmy cię zabrać ze szpitala na obrzeżach?- zapytała.
   -Tak, poroniłam- przyznałam.

'    To już piąty miesiąc. Nie mogę się doczekać mojej malutkiej Rebel. Właśnie idę z wizyty kontrolnej. Z małą wszystko w porządku, jak tak dalej pójdzie to urodzi się zdrowa. Wskoczyłam do domu na chwilkę po Melanie, a później razem poszłyśmy na zakupy.  
   -Cieszysz się, że będziesz miała siostrzyczkę?- zagadałam ją kiedy zaczęłam przeglądać ciuszki dla małego groszka. 
   -Baldzo- powiedziała i podeszła do mnie z wieszakiem. Zobaczyłam, że ma na niej śliczną sukienkę. 
   -Podoba ci się?- zapytałam wskazując na chabrowy materiał. Pokiwała twierdząco głową. Zabrałam od niej wieszak i przyjrzałam się sukience. Miała rękawy trzy czwarte, sięgała do kolan i od pasa w dół była rozkloszowana i z tiulu. Przypadła mi do gustu. 
   -Chodź, przymierzysz tą sukienkę- powiedziałam do dziewczynki. Melanie pobiegła szybko przede mną. 
   Kiedy ją przymierzyła nie było mowy żeby jej nie kupić. Sukieneczka idealnie na nią pasowała, a jej blond pasma włosów pięknie wyglądały na ciemnym materiale. 
   [...]
   -Zadowolona z zakupów?- zapytałam ją gdy wracałyśmy. 
   -Taak!- pisnęła. - Moja siostsycka jak sie ulodzi tes będzie- uśmiechnęła się. Jestem szczęśliwa, że Melanie się cieszy na wieść o kolejnym dziecku. 
   -Idziemy do cukierni?- zaproponowałam.- Kupimy coś słodkiego, może do kawy. 
   -Slodyce, slodyce!- zaśmiała się i podskakiwała. 
   [...]
   -Dzień dobry- powiedziałam wchodząc do nowej cukierni, niedaleko naszego domu. 
   -Dzień dobly- powiedziała uśmiechnięta Mel. 
   -O, witam w naszej cukierni. W czym mogę pomóc?- przywitała nas kobieta około czterdziestki. 
   -Poprosiłabym tamte cukierki, koleżanka mówiła, że bardzo dobre- wskazałam na jedną ze szklanych kuli z cukierkami. Snow je polecała. 
   -Rebecka?- kobieta zauważyła moją bransoletkę, a jej oczy się powiększyły.- Rebecka Wchiliem?- powtórzyła. 
   -Tak, przepraszam znamy się?- przytuliłam do siebie mocniej Melanie. 
   -Aschley Wchiliem, twoja matka- powiedziała z załzawionymi oczami. 
   -Przepraszam, ale musiała się pani pomylić. Moi rodzice zostawili mnie po urodzeniu- wyjaśniłam. 
   -Ta bransoletka- wskazała na mój nadgarstek.- Mam taką samą- pokazała swoją. Były identyczne. 
   -Być może zbieg okoliczności- wzruszyłam ramionami. Bardzo się denerwuję, czuję jak się pocę. 
   -Mamuś cjo sie dzieje?- Mel pociągnęła mnie za rękę. 
   -To twoja córka?- zapytała kobieta. 
   -Przepraszam musimy już iść- powiedziałam i kucnęłam przed Małą.- Ciocia Dolores przyjdzie po te cukierki- powiedziałam do dziewczynki. 
   -Rebacka, kochanie... Ja miałam wtedy piętnaście lat...- podeszła do mnie. Zauważyłam, że nie jestem do niej podobna. 
   -Nie mogę teraz rozmawiać, jestem z Melanie. Przyjdę jutro rano- powiedziałam i jak najszybciej wyszłam z cukierni. 
   [...]
   -Jestem Kristian, twój ojciec- przedstawił się mężczyzna. Tak, do niego jestem zdecydowanie podobna. 
   -Mnie już poznałaś- odezwała się... moja matka? Aschley?
  -Tak, poznałam- przytaknęłam.- Mnie też już znacie, a to jest mój chłopak, Zayn- przedstawiłam go. Przyszliśmy tu razem, nie chciałam być sama z kompletnie obcymi mi ludźmi, którzy twierdzą, że są moimi rodzicami.
   -Może zacznijmy od tego, że chcieliśmy cię przeprosić- zaczął pan Kristian.
   -Ja miałam piętnaście lat, a twój ojciec szesnaście- dodała pani Aschley.- Moi rodzice kazali mi podjąć się aborcji, ale my nie chcieliśmy. Twoi dziadkowie zagrozili, że jeżeli nie pozbędę się dziecka, to oni zrobią to za mnie- jedna łza poleciała po jej policzku.
   -Wtedy postanowiliśmy, że oddamy cię do adopcji- kontynuował Kristian.- Chcieliśmy uciec i odebrać cię z domu dziecka, ale nasi rodzice nas przejrzeli i kontrolowali- spuścił głowę.
   -Po narodzinach nie mogliśmy się z tobą rozstać. Obiecywaliśmy naszym rodzicom, że oddamy cię, że znajdziemy ci nowy dom, ale nie byliśmy w stanie. Pewnego dnia kiedy się obudziłam ciebie już nie było- kobieta o jasnych włosach zaczęła płakać. Pan Kristian przytulił swoją żonę.
   -Kochanie jak się czujesz?- Zayn szepnął mi na ucho i przytuliła mnie mocniej.
   -Dobrze- uśmiechnęłam się blado do niego.- Wszystko jest ze sobą spójne. Ale skąd mamy te bransoletki?- zapytałam.
   -Kiedy zobaczyliśmy cię w sali noworodków zdecydowaliśmy, że ta zwykła bransoletka z twoimi danymi jest za nudna. Kupiliśmy tą bransoletkę, ponieważ stwierdziliśmy, że będzie do ciebie pasować. Nadal masz śliczne, czarne oczy i włosy- powiedziała pani Aschley.
   -Przepraszam, ale nie daję rady- powiedziałam i wstałam trzymając się za brzuch.- Może i jesteście moimi rodzicami, ale straciliście wszystko. Nie byliście ze mną w najważniejszych chwilach mojego życia. Zobaczcie co ominęliście- wskazałam na Zayn'a, na mój brzuch i na mnie.- Może gdybyście mnie wychowywali nie byłabym taka jak teraz. Jestem morderczynią, gangsterką, nałogowcem i uczestniczę w wyścigach motocyklowych, jak i samochodowych- wyrzuciłam to z siebie. Moi... rodzice? Nie, rodzicami są ci, którzy cię wychowują. To nie oni mnie wychowali. Ci ludzie siedzieli teraz zszokowani.
   -Do niewidzenia- mruknęłam i wyszłam z zaplecza cukierni. Nie czekając na chłopaka wyszłam tylnym wyjściem.
   -Skarbie!- usłyszałam go za plecami. Przystanęłam i zaczekałam na niego. Jak tylko do mnie podbiegnął przytulił mnie. Zaczęłam płakać w jego ramię. '

   -Pamiętam- powiedziała zafascynowana dziewczyna.- Ta cukiernia była naszym wspólnym pomysłem- uśmiechnęła się na to wspomnienie.- Był tydzień kiedy rodzice powiedzieli, że nie mają czasu i zajmą się cukiernią nie wracając do domu. Dzwoniłam do nich, ale zawsze nie mieli czasu. Raz nawet mama powiedziała przez telefon, że ma bardzo ważne spotkanie- dodała.- Dwa dni później byłam ich odwiedzić, ale gdzieś wychodzili. Strasznie się spieszyli i nic nie chcieli mi powiedzieć. Wiesz może coś o tym?
   -Tak, doskonale pamiętam ten dzień- wypuściłam głośno powietrze z ust.

'   Znowu siedzę sama w domu i czekam na resztę mojej hołoty. Jak zwykle zaczęłam przyrządzać obiad. Kiedy był już gotowy wrócił Zayn z chłopakami.
   -Cześć skarbie- krzyknął Niall i przytulił mnie.
   -Hej- odpowiedziałam mu.
   -Siemka kochana- Liam cmoknął mnie w policzek.
   -Księżniczko wróciłem- w ślady Liam'a poszedł Tim, Hazz i Louis.
   -Cholera! Dziewczynę mi kradną!- krzyknął Mulat. Zaśmialiśmy się z miny mojego chłopaka.
   -Chodź tu mój jedyny- rozłożyłam ręce do przytulenia się z nim. Malik podszedł, przytulił mnie i namiętnie pocałował.
   -Nie przy nas!- krzyknęła reszta. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
   -Pójdę otworzyć- powiedział Niall.
   -Siadajcie do stołu, zaraz przyjdą dziewczyny- powiedziałam kiedy blondyn opuścił pomieszczenie.
   -Rebecka! Ktoś do ciebie- Horan wszedł do jadalni, a za nim...
   -Krisian? Aschley? Co wy tu robicie?- podeszłam do Zayn'a. Przy nim czuję się bezpieczniej.
   -Chcieliśmy dokończyć nasza rozmowę- odpowiedział czarnowłosy mężczyzna.
   -Skąd wiecie, że tu mieszkam?- nie zaprzestałam pytaniom.
   -Obiło nam się o uszy, że mieszkasz przecznicę od naszej cukierni. Popytaliśmy się i w końcu znaleźliśmy- odpowiedziała moja 'matka'.
   -N.n.nie teraz- wydukałam wtulając się w ciało chłopaka.
   -Ale Rebecko...- zaczęła.
   -Dziesięć minut- powiedziałam i złapałam Zayn'a za rękę. W czwórkę zajęliśmy salon.'

   -O mój boże- Izzy zaniemówiła.- A.ale dlaczego poroniłaś?- zapytała.
   -To przez rodziców.
  
'  -Nie, dajcie mi czas- powiedziałam stanowczo. Chodziłam w tę i z powrotem.
   -Córciu...- zaczął Kristian.
   -Nie mów na mnie córciu- warknęłam. Nagle poczułam ukłucie w brzuchu. Złapałam się za niego, ponieważ ból się zwiększał. Syknęłam.
   -Rebecka co się dzieje?- Zayn znalazł się przy mnie.
   -N.nie wiem- wyszeptałam.- Ała!- krzyknęłam i skuliłam się. Malik wziął mnie na ręce.
   -Dzwońcie po pogotowie!- krzyknął do chłopaków.'

   -Ja muszę z nimi porozmawiać- powiedziała twardo różowowłosa.- Jeszcze będzie dobrze- podeszła do mnie i przytuliła mnie. Odwzajemniłam jej uścisk. Coś czuje, że się dogadamy.
   -Brakowało mi bliskości drugiej osoby- uśmiechnęłam się do niej.
   -Musze już iść- powiedziała i podeszła do drzwi.- Szykuj się na jutrzejszą wizytę swojej 'hołoty'- nakreśliła w powietrzu cudzysłów i uśmiechnęła się. Już miała wychodzić, ale przystanęła na moje słowa.
   -Izzy, dziękuję- uśmiechnęłam się do niej szczerze.
   -Dla siostry wszystko- odpowiedziała i wyszła zostawiając mnie samą.
   -Dla rodziny wszystko- wyszeptałam i położyłam się na łóżku.

_________________________________________________________________

Udało mi się! :D
Udało mi się napisać rozdział przed nowym rokiem :) Szczerze jestem z niego bardzo zadowolona, chociaż dużo w nim wspomnień. Przyspieszyłam akcję, ponieważ pragnę powiadomić Was, że historia Black zbliża się końca c:
Trudno będzie mi się z nią rozstać, ponieważ jest to mój pierwszy blog Fanfiction, ale kiedyś musiało to nadejść.
Życzę Wam szczęśliwego nowego roku, spełnienia swoich noworocznych postanowień i oczywiście dużo cierpliwości dla mnie :) Przede wszystkim żebyście wytrzymali kiedy tak długo nie dodaję C:
Liczę, że Wam się podoba.
Kocham Was :*


1 komentarz:

  1. Przepiękny rozdział! Szkoda tylko, że tak strasznie przyśpieszyłaś zwrot akcji :/ Ale i tak mi się podoba :D Nie chce żebyś kończyła :( Ja chcę więcej i zawsze będę chciała :D Proszę nie rób tego!
    Życzę szczęśliwego Nowego Roku :D No i oczywiście weny :*
    PS. Kocham to opowiadanie :d

    OdpowiedzUsuń