-Tatusiu kiedy pojedziemy do mamy?- Melanie usiadła na moich kolanach.
-Niedługo się z nią zobaczymy- powiedziałem i ucałowałem dziewczynkę w czoło. Miałem wielką nadzieję, że to co powiedziałem będzie prawdą.
-Wiesz już coś o Black?- Tasha usiadła obok mnie.
-Niestety nic- westchnąłem.
Siedzieliśmy w trójkę w salonie i rozmawialiśmy, dopóki nie przerwał nam telefon. Drug poszła odebrać, a kiedy rozmawiała do salonu dotarła reszta naszej paczki.
-Poczekaj, wezmę na głośno mówiący- powiedziała do telefonu i tak też zrobiła.
-Witajcie kochani- usłyszeliśmy głos Rebecki.
-Rebecka?- nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
-Mamusiaaa!- zapiszczała Melanie. W telefonie usłyszeliśmy słaby chichot mojej dziewczyny.
-Cześć kochanie- powiedziała.- Tak dawno was nie widziałam i nie słyszałam- westchnęła.
-Dlaczego nie możemy cię odwiedzać?- zapytał Tim.
-Sama nie wiem, ale mam dla was niespodziankę- odpowiedziała, a ja w głębi duszy czułem, że się uśmiecha.
-No mów, bo nie wytrzymamy- wtrąciła Snow, tuląca się do Louis'a. Mam nadzieję, że niedługo Black będzie tulić się tak do mnie.
-Właściwie to jest taka propozycja- droczyła się z nami.
-No Black!- Niall westchnął. Dziewczyna się zaśmiała.
-Przyszlibyście jutro do mnie?- zapytała w końcu.
-Rany, kochanie ty się jeszcze pytasz?!- powiedziałem zadowolony.
-Pewnie, że przyjdziemy!
#Izzy
-Victor kiedy wrócisz do domu?- zapytałam go.
-Aktualnie jadę samochodem, będę za jakieś piętnaście minut- odpowiedział.
-Pośpiesz się, mam wam do powiedzenia coś ważnego- dodałam i rozłączyłam się.
-I jak? Kiedy będzie?- zapytał Oscar, najstarszy z nas.
-Za piętnaście minut powinien być- odpowiedziałam i schowałam telefon do tylnej kieszeni dżinsów.
-O ranyy ja tyle nie wytrzymam!- westchnęła Susanne i rzuciła się na łóżko. Mimo jej wieku mam wrażenie, że jest z nas najmłodsza i najbardziej dziecinna.
-Gdzie są rodzice?- zapytałam Jefray'a.
-W cukierni- odpowiedział. Usiadłam obok niego i w ciszy czekaliśmy na powrót Victora.
Oscar jest z nas najstarszy i ma 23 lata. Jest rok młodszy od Rebecki. Następnie jest Susanne, ma 22 lata. dwudziestojednoletnie bliźniaki, Jefray i Victor. Na samym końcu jestem ja, dwudziestoletnia Izzy. Z tego co zauważyłam, to u nas rodzinne jest uwielbienie do dziwnych kolorów włosów. Ja mam różowe, Susanne ogniste, Jefray zielone, Victor czerwone, a Oscar ma niebieskie. Zwariowana rodzinka.
-Wróciłem!- z korytarza dobiegł krzyk naszego brata.
-Siadaj- powiedział Jef.
-Cóż za miłe powitanie- mruknął czerwonowłosy i usiadł pomiędzy Susanne i Oscar'em.
-Więc co to za ważna sprawa?- zwrócił się do mnie Os.
-Chodzi o Rebeckę, moją pacjentkę- powiedziałam.
-Nie chodzimy na medycynę, nie pomożemy ci- zaśmiała się lekko Sus.
-Nie, źle mnie zrozumieliście- pokręciłam głową.- Dziś poznałam ją trochę bliżej i...- zacięłam się. Jak ja mam im powiedzieć, że jest naszą siostrą? Poza tym i tak nie uwierzyliby najmłodszej.
-Izzy wysłów się wreszcie!- skarcił mnie Victor.
-Ona jest naszą siostrą- wydusiłam to z siebie.
-Robisz sobie z nas żarty?- zaśmiał się Jef.
-Najpierw wysłuchajcie to czego się dowiedziałam...
***
-Dzieci! Wróciliśmy!- usłyszeliśmy. Moje rodzeństwo uwierzyło w historię Rebecki. Chcą ją dziś wieczorem odwiedzić.
-Cześć- do salonu weszli nasi uśmiechnięci rodzice.
-Wiemy o Rebece- Oscar jak zwykle nie owijał w bawełnę.
-Co? O czym wy mówicie?- mama przybrała zdziwiony wyraz twarzy. Oboje z ojcem pozbyli się płaszczy, szalików i zimowych butów.
-Nie udawajcie- powiedziałam.
-Dobrze- westchnął tata. Usiedli razem na wolnej sofie.- Gdzie ją poznaliście?
-Przez was leży w szpitalu, w którym Izzy jest stażystką- odpowiedziała Susanne.
-Źle powiedziałaś, przez nich straciła dziecko- zwróciłam się do niej.
-Tak to prawda, ale my tylko chcieliśmy z nią porozmawiać- westchnęła rodzicielka.
-Czemu nie zgłosiliście zaginięcia dziecka na policję kiedy zaginęła Rebecka?- zapytał Jefray.
-Dlaczego rok później postanowiliście mieć dziecko skoro wcześniej nie byliście gotowi?
-A do tego później więcej dzieci?- rodzice nie mogli wytrzymać presji.
-Rebecka jest naszym najstarszym dzieckiem, to prawda. Prawdą też jest to, że w skutek stresu wywołanego przez nasze spotkania poroniła- prychnęłam na ich wyjaśnienie. Pominęli to mimo uszu i ciągnęli dalej. -Ale to, że miała trudną operację na kolano nie jest naszą winą.
-A kogo?- zapytałam.
-Tylko i wyłącznie jej- powiedział ojciec.
-Nie rozśmieszajcie mnie- prychnął Oscar.
-Gdyby nie była taką niewdzięcznicą to wiodłoby jej się dobrze- powiedziała ostro matka.
-Ona? Niewdzięcznicą?- uniosłam brew do góry.
-Jest morderczynią, gangsterką i wiele innych okrucieństw się dokonała- dodał ojciec.
-Gdybyście jej nie zostawili to by taka nie była- warknął Victor.
-Niewdzięczne bachory- wybuchnęła rodzicielka, a wraz z nią ojciec.
-My?! Niewdzięczne bachory?- Jefray ich zacytował wściekły.
-Tak, wy- warknął ojciec.
-Jesteśmy o wiele lepsi od was!- krzyknęła Susanne.
-Dokładnie, nie zostawiamy ludzi w potrzebie- dodałam.
-Będziecie tego żałować- wycedziła mama i razem z ojcem wyszli z domu.
-Myślicie, że mówili na serio?- zapytał Os.
-Teraz możemy spodziewać się wszystkiego- westchnęła Sus.
#Rebecka
Dziś 23 czerwiec. Moje 24 urodziny. Od rana słychać krzątanie się przyjaciół na parterze. Cieszą się bardziej ode mnie, co raczej do normalnych rzeczy nie należy.
Przez ostatni rok wydarzyło się bardzo dużo. Moja ciąża, poznanie rodziców, poronienie, operacja kolana, poznanie rodzeństwa. Trudno uwierzyć, że to wszystko przetrwaliśmy. Ale mając taką rodzinę i przyjaciół można wszystko. Izzy, Jefray, Oscar, Victor i Susanne są rodzeństwem o jakim zawsze marzyłam.
-Dzień dobry kochanie- powiedział Zayn zachrypniętym głosem, podparł się na łokciach i pocałował mnie w policzek.
-Hej- odpowiedziałam czule.
-Wszystkiego najlepszego- uśmiechnął się i mnie pocałował. Oddałam pieszczotę, a następnie wtuliłam się w niego.
-Myślisz, że ci na dole się nie pozabijają?- zapytałam zerkając na niego.
-Sądzę, że jeśli zdążymy się tam pojawić w przeciągu pół godziny wszyscy będą cali- uśmiechnął się.- Dzwoniłaś do Victora?
-Tak, będą o osiemnastej- odpowiedziałam.- Wciąż nie wiem po co wam to przyjęcie, do tej pory obchodziliśmy się bez niego- usiadłam na łóżku, puszczając Zayn'a.
-Dowiesz się wieczorem- cmoknął mnie szybko i poszedł do łazienki. Westchnęłam zrezygnowana, wiedząc, że nic z niego teraz nie wyciągnę.
Po porannych przygotowaniach, które były krótsze niż zwykle z obawy o przyjaciół, zbiegłam z moim ukochanym na parter.
-Rany boskie!- krzyknęłam. Ja i Zayn staliśmy jak dwa słupy. Wszyscy słysząc mój krzyk zastygnęli w miejscu. Tylko Niall do mnie podszedł.
-To się posprząta- powiedział uśmiechnięty. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową z dezaprobatą.
Po chwili już wszyscy zabraliśmy się do pracy.
***
W salonie siedzieli już wszyscy. Moje rodzeństwo przyjechało niecałą godzinę temu i teraz wszyscy świetnie się bawimy. Niestety, a może stety nasi rodzice wyjechali nie zostawiając po sobie śladu. Tym razem nie miałam im tego za złe. Szczerze, bardzo się cieszę, że zniknęli z mojego życia.
-Kochani proszę o uwagę- Zayn wstał.- Skarbie chciałbym żebyś do mnie podeszła- zwrócił się do mnie. Lekko zdziwiona podeszłam do niego i oboje stanęliśmy w miejscu gdzie każdy nas widział.
-Przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil- zaczął patrząc mi w oczy.- Nasza znajomość nie zaczęła się wspaniale, oboje się nienawidziliśmy. Nawzajem uprzykrzaliśmy sobie życie, aż do tego dnia kiedy wyznałem co tak na prawdę do ciebie czuję. Znajomość może nie jak z bajki, ale dla mnie to ty jesteś moją księżniczką- uklęknął przede mną, a ja zrozumiałam już do czego zmierzał.- Rebecko Wchiliem, czy zaszczycisz mnie swoją obecnością u mojego boku do końca naszych dni?- zapytał i spojrzał na mnie z nadzieją.
-Jak w ogóle śmiesz o to pytać- starałam się zachować powagę. Mina chłopaka zrzedła, a większość naszego towarzystwa wstrzymała powietrze.- Myślałam, że to już jest oczywiste- uśmiechnęłam się.
-Więc zostaniesz moją żoną?- zapytał wyraźnie ożywiony.
-Oczywiście!- powiedziałam powstrzymując łzy. Chłopak założył pierścionek na mój palec i zadowolony wstał całując mnie namiętnie. W pomieszczeniu rozległy się oklaski i krzyki radości.
-Kocham cię- szepnęłam, patrząc w oczy swojemu narzeczonemu.
-Ja ciebie bardziej- odpowiedział i znów namiętnie mnie pocałował.
_____________________________________________________________
A więc to taki jest początek końca :)
Zgadza się, to jest najprawdopodobniej ostatni rozdział tego opowiadania ;> Został tylko Epilog, którego zaczynam pisać od zaraz. Uprzedzam, że po Epilogu pojawi się również niespodzianka :D
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :)
Moje następne opowiadanie nie będzie fanfiction, ale coś typu zagadkowych historii. Pewnie po tym stwierdzonym fakcie opuścicie mnie, bo z doświadczenia wiem, że mało osób lubi tą tematykę.
Kocham Was :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz